Czwartkowy (25.02.2010) koncert formacji Warbringer w warszawskiej Progresji, potwierdził niestety smutną koncertową rzeczywistość. Frekwencja na warszawskich koncertach systematycznie spada, co na pewno nie nastraja pozytywnie organizatorów. Zespoły pokroju Warbringer – zawieszone pomiędzy formacjami w ogóle nie znanymi a gwiazdami, nie mają co liczyć na tłumy. Niestety. Przynajmniej w Warszawie.
Publiczność w stolicy jest wybredna, a gusta warszawskich metalowców coraz trudniej zaspokoić. Koncerty coraz częściej nakładają się na siebie. Tego dnia w Warszawie zaplanowany były także koncert Kazika na Żywo w klubie Stodoła (koncert ostatecznie przeniesiono na inny termin), który skutecznie odebrał część publiczności Progresji.
Jeżeli frekwencja na koncertach zespołów pokroju Warbringer (nie umniejszając bynajmniej ich jakości i wysokiego poziomu wykonania) utrzyma się, to koncerty innych utalentowanych małolatów przestaną być w ogóle organizowane. Niezależne agencja koncertowe takie jak TB Booking Agency czy Anti-Violent Agency (organizatorzy Warbringer - przyp. red.), działające jednoosobowo, często także hobbystycznie, przestaną mieć rację bytu. Bo, ile można dokładać z własnej kieszeni? A w przypadku koncertu Warbringer bez dokładki raczej się nie odbyło. Na koncert przyszło ok. 100 osób.
Biorąc pod uwagę ceny biletów - 20 i 25 zł., organizatorom funduszy wystarczyło na opłacenie klubu i zespołów. Mimo wszystko, cieszy fakt, iż podobne koncerty nadal są organizowane, a my mamy okazję posłuchać tak znakomitych i utalentowanych ekip jak Warbringer (więcej).
Z problemami finansowymi w minionym roku borykały się również większe ekipy, takie jak chociażby Show No Mercy. Na koncercie Terror (więcej), który niemalże miał przesądzić o być lub nie stołecznej ekipy, członkowie SNM podkreślali, dramatyczną sytuację finansową. Terror zgromadził komplet, a ekipa SNM odwdzięczyła się - oprócz kolejnej rewelacyjnej imprezy na najwyższym poziomie, darmową beczką piwa dla wszystkich, którzy zostali na afterparty (więcej). Koncerty to jednak wciąż rosyjska ruletka.
Zanim na scenie Progresji pojawił się Warbringer, garstkę warszawiaków rozgrzewał gość specjalny – rodzimy Toxic Bonkers. Ich muzyka miała ciekawe momenty, jednak obiektywnie patrząc, całość była raczej przeciętna. Energiczna mieszanka death metalu i metal core'u, nie przypadła do gustu wszystkim fanom klasycznego thrash metalu. Zasłużona formacja z Łodzi (zespół powstał w 1993 r i ma na koncie cztery studyjne albumy wydane przez wytwórnię Selfmadegod Records) zakończyła swój nieco przydługi występ ok. godziny 22.
Po krótkiej przerwie, bez pomocy technicznych, na scenie zamontował się Warbringer. Już po pierwszych riffach, pod scenę ściągnęli wszyscy, którzy nawiedzili tego wieczora Progresję. Pierwszy kawałek, i Ci którzy przyszli, na pewno nie żałowali. Potężna dawka klasycznego thrash metalu, będąca prostym nawiązaniem do wczesnych wyczynów całej śmietanki kalifornijskiej Bay Area, rozbujała Progresję. Formacja z kalifornijskiego Newbury Park, z klasą podtrzymała rodzime tradycje.
Warbringer zagrał bardzo dobry koncert, a co ważne został godnie przyjęty przez fanów, którzy nie szczędzili łokci manifestując „radość”. W set liście znalazły się kawałki z dwóch studyjnych płyt kalifornijskiej formacji: War Without End i Waking Into Nightmares. Oba krążki wydała wytwórnia Century Media Records, co świadczy tylko o klasie zespołu. Formacja szybko zdobyła uznanie metalowych kolegów, otrzymując zaproszenia na wspólne trasy z Exodus, Overkill czy Napalm Death.
Muzyka, którą zaprezentował amerykański Warbringer to dobrze przemyślane i poukładane old schoolowe standardy thrashowe. W odświeżonej wersji i okraszone młodzieńczą energią (muzycy Warbringer nie mogą bowiem jeszcze samodzielnie kupić alkoholu za oceanem) brzmią wyjątkowo dobrze na żywo. Otwarcie nawiązują do pierwszych płyt Exodus, Testament czy Slayer. Jeśli w dodatku ktoś darzy wciąż sympatią tak obskurne produkcje jak Another Lesson In Violence (Exodus, 1997 – przyp. red.) to warto następnym razem przyjść na ich koncert.
Na koniec warto dodać, iż ostatni album Warbringer został wyprodukowany właśnie przez Gary'ego Holda, współtwórce legendy Exodus. Pozostaje życzyć tylko lepszej frekwencji.
Crematory to jeden z najdłużej istniejących zespołów na gotyckiej scenie metalowej. O najlepszym w dorobku zespołu albumie „Infinity” .opowiada perkusista Markus Jüllich.
Z zespołem Lostbone spotkaliśmy się kilka dni po premierze drugiej studyjnej płyty, zatytułowanej "Severance". O zmianach personalnych, trasie koncertowej i nowych płytach starych zespołów opowiada...
Thy Disease powstał w 1999 r. z inicjatywy znanego z występów w grupie Crionics gitarzysty Dariusza "Yanuary" Stycznia. Od samego początku formacja grała muzykę z pogranicza black i death metalu.