|
Chimaira jest jednym z najszybciej rozwijających się zespołów metalowych. Kerry King powiedział, że wkrótce świat będzie należał do nich. Niesłusznie porównywani do nu-metalowych formacji, wychowali się na legendach trash metalu: Slayerze, Sepulturze i Machine Head. "The Infection" to już piąty studyjny album Chimairy. Powala ciężarem, melodią i kreatywnymi aranżacjami. W ekskluzywnym wywiadzie, specjalnie dla MusicArena, Matt DeVries - gitarzysta formacji, opowiada o niezamierzonych zmianach, demonach wokalisty Marka Huntera i festiwalu w Dubaju.
W porównaniu do poprzednich albumów, zmieniliście nieco styl oraz brzmienie. Jak zareagowali fani?
Do tej pory przyjęcie nowego albumu jest bardzo dobre. Zarówno my jak i fani jesteśmy zadowoleni z nowego albumu. Wszyscy podkreślają, że "The Infection" jest naprawdę dobrą płytą. Pozostaje nam wierzyć opiniom specjalistów (śmiech). Co do zmiany stylu, to ostateczny kształt nie był absolutnie zamierzony. Nie uzgodniliśmy przed wejściem do studia, że zrobimy to tym razem w ten czy inny sposób. Tak po prostu wyszło. Wszystkie zmiany w stylu zespołu nie były zamierzone.
Jesteście bardzo kreatywną ekipa. Każdy z dotychczasowych krążków różni się od siebie. Nie da się ukryć, że „The Infection” jest zdecydowanie inna niż „Resurection”, a "The Impossibility of Reason" od "Pass Out Of Existence". Istnieją zespoły z premedytacją nagrywające bardzo podobnie. Mam na myśli na przykład składy hip-hopowe. Nie zrozum mnie źle, nie ma w tym nic złego. Chimaira jednak to nie leży. Lubimy się rozwijać, ćwiczyć i tworzyć cały czas coś nowego. Dlatego też nasze płyty różnią się od siebie. Chimaira to sześciu gości o odmiennych upodobaniach muzycznych. Wspólnie tworzymy wypadkową. Co nowego w takim razie można usłyszeć na "The Infection"? Na „The Infection” pierwszą zmianą, która rzuca się w oczy jest tempo. Zwolniliśmy nieco, nie zaniedbując szybkich momentów. Dzięki temu muzyka jest naprawdę ciężka!
„The Infection” jest albumem bardzo spójnym muzycznie. Skąd wziął się pomysł na tytuł płyty?
Tytuł jest wielowymiarowy, można interpretować go bardzo szeroko. Muzyka, która napisaliśmy była bardzo chwytliwa. Bardzo szybko zainfekowała i to nie tylko nas. Dlatego też nasz wybór padł na „The Infection”.
O czym opowiadają teksty?
Wszystkie teksty na płycie są autorstwa Marka Huntera, więc pytanie powinno być skierowane do niego. Zdradzę jednak, że przy realizacji tej płyty, Mark uwolnił wszystkie swoje demony, pozwolił im wypłynąć na wierzch.
Pierwszy raz zagraliście nowy materiał w marcu na festiwalu w... Dubaju!
To było wspaniałe doświadczenie. Czuliśmy się jak na płatnych wakacjach (śmiech). Reakcja publiczności była niesamowita. Wiele osób znało nasz materiał. W dodatku krajobraz i zabytki Zjednoczonych Emiratów Arabskich są niewiarygodne.
Trzy ostatnie płyty Chimairy maja identyczne layouty na płytach CD, a różnią się tylko kolorami: "Pass Out of Existenc" niebieski, "The Impossibility of Reason" czerwony, "Chimaira" czarny, a "The Infection" bordowy. Czy ma to jakieś konkretne znaczenie?
Tylko takie, że podobają nam się te layouty (śmiech). Jedyny problem w tym, że wkrótce może zabraknąć kolorów (śmiech).
W jednym z wywiadów Mark Hunter stwierdził, że ma już dosyć porównań Chimairy do nu-metalowych czy rap-metalowych formacji.
"Szufladka" jest niestety nieunikniona. Ludzie, którzy porównują nas do nu-metalowych zespołów chyba nigdy nas nie słuchali. Wszyscy wychowaliśmy się na takich zespołach jak Slayer, Machine Head, Sepultura, In Flames, Pantera czy Fear Factory.
Kerry King, powiedział kilka lat temu w jednym z wywiadów, że Chimaira będzie jednym z najlepszych zespołów metalowych na świecie. Jak poczuliście się po tak wielkim komplemencie z ust człowieka legendy, który rzadko kogo komplementuje?
To było wielkie wyróżnienie. Nadal jestem oszołomiony, że Kerry King tak powiedział. Cieszę się, że podoba mu się nasza muzyka.
W greckiej mitologii Chimera to ziejący ogniem potwór. Inne opisy mówią o stworze o dwóch głowach: kozy i lwa oraz o ogonie smoka. Czy nazwa zespołu została zaczerpnięta z mitologii?
Tak. Czuliśmy, że Chimaira naprawdę do nas pasuje. Zwierzę z kilkoma niepasującymi do siebie częściami ciała, które w dziwny sposób idealnie ze sobą współpracują. Nie czytam greckiej mitologii, ale interesuję się antyczną kulturą.
Jesteście zaliczani jako jeden z przedstawicieli gatunku New Wave of American Heavy Metal, którego celem, teoretycznie, jest ponowne wprowadzenie metalu do mainstreamu.
Było by świetnie, gdyby więcej osób słuchało metalu. Historia pokazuje, że bez względu na etap ogólnej popularności metalu, ludzie zawsze go kochali. Nie ma to znaczenia czy metal powróci do mainstreamu. Ludzie, którym podoba się ta muzyka, dotrą do niej bez większego problemu. I nie będą potrzebowali komercyjnych stacji radiowych czy telewizyjnych. Chimaira jest obecnie Twoim jednym zespołem? Grałeś również w formacjach: Ringworm i Ascension.
Ascension powstał w 1994 r. i był pierwszym zespołem, z którym nagrałem studyjną płytę. Ostatecznie nagraliśmy dwa albumy, w klimacie hardcore/metalcore. Ringworm natomiast był zespołem, do którego dołączyłem, gdy odszedłem z Ascension. Grałem w nim od 1999 do 2001 r. Następnie dołączyłem do Chimairy. Ringworm nadal istnieje i radzi sobie świetnie. Nadal jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Wracając do pytania, tak gram obecnie tylko z Chimairą. Czy obecny skład jest stabilny? Po nagraniu każdego albumu w Chimairze następowały zmiany.
Skład Chimairy wielokrotnie się zmieniał. Wszyscy w zespole mamy nadzieję, że obecny utrzyma się i niebawem przystąpimy do komponowania kolejnego albumu. Przed nami jednak jeszcze wiele koncertów. Graliście do tej pory dwukrotnie w Polsce. Pamiętasz te koncerty?
Pamiętam tylko jeden, w Warszawie w 2008 r. Był to jeden z najlepszych koncertów! Wkrótce zagramy w Polsce ponownie (więcej) i nie mogę się już doczekać wizyty w Waszym kraju.
Ulubiony polski zespół?
Zdecydowanie Decapitated!
Dziękuje za rozmowę. Dziękuje i do zobaczenia w Polsce! Rozmawiał: Jakub Krzeszowski Opracowanie: dział METAL
|