|

Jesteście w Polsce po raz drugi. Wcześniej graliście w małych klubach. Teraz wystąpiliście przed blisko trzystoma tysiącami osób. Jakie to uczucie? Publiczność u was jest wspaniała. Na każdym z koncertów spotkaliśmy się z dobrym przyjęciem. Szczerze mówiąc jeśli chodzi o dzisiejszy występ jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie spodziewaliśmy się aż tak dobrego przyjęcia z waszej strony, tym bardziej że gramy w Polsce dopiero drugi raz. Największą niespodzianką było jednak to, że tak wiele osób znało słowa naszych piosenek i śpiewało je razem z nami! No właśnie, wiele ludzi, festiwalowa atmosfera. Jak Ci się podoba na Przystanku Woodstock?
Bardzo! (śmiech) A tak na poważnie, impreza jest znakomicie przygotowana pod względem organizacyjnym. Świetne brzmienie, bardzo dobre nagłośnienie, no i sama atmosfera - rewelacja! Zobacz galerię zdjęć z występu Volbeat na Przystanku Woodstock 2009.
Ostatnia jak dotąd płyta Volbeat, "Guitar Gangsters & Cadillac Blood" okazała się wielkim sukcesem komercyjnym, szczególnie w Niemczech. Czy i jeśli tak, to w jakim stopniu zmieniło się Wasze życie? Szczerze mówiąc w żadnym. Nadal to muzyka jest dla nas najważniejsza i oczywiście nasi fani. Może to zabrzmi banalnie, ale to właśnie dzięki nim jesteśmy tu a nie gdzie indziej, taka jest prawda. Nie skupiamy się na pieniądzach czy luksusach. Jesteśmy tymi samymi ludźmi, którzy kochają muzykę.
Wiele osób twierdzi, że masz głos jak Elvis. Co o tym sądzisz? Nie, nie. Nie mam głosu jak Elvis. Elvis był jedyny, Elvis był królem. Nie lubię takich porównań. Nawet do głowy by mi nie przyszło się z Nim porównywać. Często zaznaczasz, że jest dla Ciebie wielką inspiracją. Jacy inni artyście ukształtowali Twój gust muzyczny i brzmienie Volbeat? Oj, było ich wielu...oczywiście Elvis, Johnny Cash, Jerry Le Lewis, Frank Sinatra ale również Misfits, Dead Kennedys, Megadeth, Slayer, a także Metallica. Słucham różnorodnej muzyki. Nie można być ograniczonym. Twój pierwszy zespół, to death metalowy Dominus. Volbeat stylistycznie bardzo odbiega od tego rodzaju muzyki. Kiedy stwierdziłeś, że połączenie muzyki Casha i Metalliki będzie dobrym pomysłem? O! To dobre pytanie! Faktycznie, grałem death metal, ale tak jak mówiłem wcześniej, zawsze słuchałem różnych rodzajów muzyki. W pewnym momencie po prostu przyszło mi do głowy, żeby spróbować połączyć dwa światy, które koniec końców nie okazały się tak bardzo od siebie odległe. W twórczości Casha jest wiele mocy, wystarczyło ją tylko nieco bardziej uwidocznić...np. brzmieniem Metalliki (śmiech).
Jakiej muzyki możemy się spodziewać na kolejnym krążku Volbeat? Jak to jakiej? Takiej jaką gra Volbeat! (śmiech) A nie obawiasz się, że w pewnym momencie możecie zostać zaszufladkowani albo Wasza muzyka stanie się przewidywalna? Nie, moim zdaniem trzeba robić to, co się lubi i przede wszystkim być uczciwym wobec samego siebie. My tworzymy z serca, a nie dla kasy czy ze względu na zapotrzebowanie rynku. Jesteśmy szczerzy w tym co robimy. Jeśli podoba się to publiczności to dobrze, jeśli nie - trudno. Nie będziemy się naginać. A jeśli chodzi o zaszufladkowanie...no cóż, wydaje mi się że udało nam się osiągnąć charakterystyczne, własne brzmienie. Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy z niego rezygnować. Dziękujemy za rozmowę. Również dziękuję i do zobaczenia!
Rozmawiali: Jakub Krzeszowski/Piotr Paruszkiewicz Opracowanie: dział ROCK |